O autorze
Student dziennikarstwa, pasjonat sportu, na piłkarza reprezentacji za słaby, więc o sporcie głównie pisze. Kiedyś zawodowo, dziś tylko dla frajdy. Głównie na Twitterze, czasami też tutaj. Obecnie ogarnia Social Media.

O autodestrukcji legend

Nie mogę się nadziwić jak z uporem maniaka Grzegorz Lato, Antonii Piechniczek i reszta PZPN-owskiej ekipy niszczy swoją legendę, która narodziła się kilkadziesiąt lat temu. Jeszcze bardziej dziwi to, co wyprawia dziś Jakub Błaszczykowski.



Lubię wracać pamięcią do konferencji prasowej, na której poznaliśmy nazwisko obecnego selekcjonera reprezentacji Polski. Niewdzięczną rolę torpedowanego pytaniami przyjął na siebie Antonii Piechniczek. Prezes PZPN, Grzegorz Lato, odzywał się sporadycznie. W ciągu tej godziny, może z hakiem, przez głowę przeleciało mi wiele myśli, ale za nic nie mogę wpaść na pomysł dlaczego panowie rządzący naszą piłką z taką ochotą demolują swój własny wizerunek.

Moja rodzina jest bardzo zżyta ze sportem od pokoleń i często z zachwytem słuchałem, jaki to szacunek i podziw wzbudzali nasi reprezentanci wracający z medalami z Mundialu w 1974, czy osiem lat później. Byli bohaterami, mogli być nimi do dzisiaj, lecz wybrali nieco inną drogę. Trochę żałuje, że osoby, które powinny dla polskiej piłki robić sporo dobrego, choćby służąc radą, zdecydowały się na wyciąganie z tego interesu tyle pieniędzy ile się da. Z lekkim żalem można tylko wspomnieć postać Kazimierza Górskiego, który był autorytetem niepodważalnym.

Na sukces porównywalny z tym, kiedy dzisiejsze "Leśne dziadki" rządziły na boisku, a nie przy biurkach, czekamy od dziesięcioleci i patrząc na to co się u nas nad Wisłą wyprawia poczekamy jeszcze drugie tyle. Przy okazji wspomnianej konferencji, na której Antonii Piechniczek powiedział wiele niekoniecznie wartościowych słów, pomyślałem sobie, że może to i dobrze, że Czechy nam w tym Wrocławiu dokopały.

Waga imprezy była oczywista, Mistrzostwa Europy, w Polsce, oczekiwania kibiców sięgały wysoko ponad rzeczywiste możliwości, ale to nieważne. Gra toczyła się o ogromną stawkę, wyobraziłem sobie sukces naszej kadry na EURO i to, że kiedyś w tej samej roli, w której dzisiaj mamy Grzegorza Latę, za kilkadziesiąt lat zobaczymy Roberta Lewandowskiego. Niewyobrażalne, co? Myślę jednak, że dla naszych rodziców/dziadków takie myślenie o ówczesnym królu strzelców Mundialu było podobną abstrakcją.

Patrzę na ostatnie zachowania Jakuba Błaszczykowskiego i nie mogę się pozbyć wrażenia, że miałem rację. Kuba przegrał w ostatnich miesiącach sporo, nie mówię tylko o EURO, afera biletowa również nie podziałała na korzyść naszego kapitana, a jego obecne wypowiedzi sprawiają, że wielu dziennikarzy i kibiców otwarcie krytykuje skrzydłowego Borussii Dortmund na Twitterze.

Mimo to Waldemar Fornalik bez mrugnięcia okiem zdecydował, że kapitanem naszych "Orłów" pozostanie właśnie Błaszczykowski. Mało tego, były szkoleniowiec Ruchu Chorzów podkreślił, że wybór "nie mógł być inny". Wobec powyższego nie brakuje opinii, że Fornalik już na starcie przegrał rywalizację z zawodnikami o swoją pozycję. Nowy selekcjoner w polskiej piłce nie ma jeszcze wyrobionej takiej pozycji jak chociażby Franciszek Smuda, a nawet były trener Wisły Kraków czy Lecha Poznań nie poradził sobie z charakterami naszych reprezentantów. W związku z tym mocno martwię się o to, czy piłkarze rzeczywiście będą w pełni podlegli następcy Smudy. Robert Lewandowski w wywiadzie tuż po EURO 2012 przyznawał, że taktyka często była ustalana przez samych zawodników, oby moje wątpliwości były mocno na wyrost...

Być może przed naszą reprezentacją lepsze czasy. Na tej najważniejszej imprezie w historii polskiej piłki jednak zawiedliśmy. Na szczęście nigdy nie dowiemy się, czy gdyby mecze z Grecją, Rosją i Czechami potoczyły się nieco inaczej, to za jakiś czas nie musielibyśmy łapać się za głowę widząc, że to, co teraz robi ze swoim wizerunkiem chociażby Grzegorz Lato, robi Robert Lewandowski, czy Wojtek Szczęsny.
Trwa ładowanie komentarzy...