O autorze
Student dziennikarstwa, pasjonat sportu, na piłkarza reprezentacji za słaby, więc o sporcie głównie pisze. Kiedyś zawodowo, dziś tylko dla frajdy. Głównie na Twitterze, czasami też tutaj. Obecnie ogarnia Social Media.

Rusza Liga Mistrzów. Kto zaskoczy najlepszych?

Kiedy rok temu oglądaliśmy pierwsze boje w Lidze Mistrzów nikt nie wyobrażał sobie innego tryumfatora niż Real Madryt lub FC Barcelona. Dziś lista kandydatów do zgarnięcia tego trofeum jest o wiele szersza, choć główni faworyci wciąż wydają się ci sami. Mimo tej powtarzalności najważniejsze klubowe rozgrywki na starym kontynencie wciąż przyciągają przed telewizory miliony fanów. Nie tylko w Europie.

Champions League to marka rozpoznawalna na całym świecie. Najważniejsze mecze przyciągają widownię niewyobrażalną. Co sprawia, że co roku chcemy oglądać te same drużyny, które biją się o najważniejsze klubowe trofeum w piłce? Wydaje się, że rozgrywki te są zarezerwowane dla czterech krajów - Anglii, Hiszpanii, Włoch i Niemiec. Ostatni raz w finale ekipę z poza tych czterech lig widzieliśmy w 2004 roku, kiedy to FC Porto pokonało 3:0 AS Monaco. Gdyby sięgać pamięcią jeszcze wcześniej musielibyśmy cofnąć się aż do 1996, kiedy to z Juventusem Turyn zmierzył się holenderski Ajax Amsterdam. Jednak w natłoku Manchesterów, Barcelon i Realów ekscytacja piłką na najwyższym poziomie nie maleje, a kibice znów zasiądą dziś przed telewizorami, tradycyjnie już, o 20:45.

Skłamałbym jednak pisząc, że perspektyw na zmianę tego stanu rzeczy nie ma. Wszystko za sprawą, oczywiście, pieniędzy. Inwestorzy w bliskiego wschodu coraz chętniej inwestują w europejską piłkę nożną urządzając sobie swoisty wyścig zbrojeń. Jeszcze kilka lat temu Manchester City musiał usilnie dobijać się do drzwi Premier League tocząc ciężkie boje z ekipami z drugiej ligi angielskiej. Inny klub, który dostał ostatnio gigantyczny zastrzyk gotówki, PSG, jeszcze cztery lata temu kończył rozgrywki ligowe na 16 miejscu z trudem ratując się przed spadkiem w ostatnich kolejkach. Dziś brak awansu PSG z grupy będzie sensacją.

Przypadkiem ekstremalnym jest z kolei Zenit St. Pettersburg, którego kasa zasilana jest przez rosyjskiego giganta - Gazprom (który jest także sposnorem Ligi Mistrzów). Zespół ten w ostatnich dniach okienka transferowego kupił Hulka i Axela Witsela za niebagatelne kwoty. Niektóre źródła donoszą nawet, że za obu tych piłkarzy działacze Zenita mogli zapłacić nawet 80-90 mln euro. Te i inne zakupy sprawiają, że Zenit o wyjście z grupy z Malagą, Milanem i Anderlechtem Bruksela może być spokojny. Kto wie, może za parę lat to sytuacja którejś z polskich ekip zmieni się o sto osiemdziesiąt stopni?

Wszystkie wspomniane kluby to wciąż jednak projekty, które w dalszym ciągu są w budowie. Bukmacherzy nie mają wątpliwości, że dla nich jest jeszcze za wcześnie, a faworytami są FC Barcelona (3.50 na wygranie całej edycji), Real Madryt (5.00) i Manchester United (9.00). W dalszej kolejności za najmocniejszych uznawane są Manchester City, Bayern Monachium, Chelsea i Juventus. W majowym finale na Wembley zobaczymy jednak tylko dwie ekipy.

Możemy mówić o faworytach, ale w zeszłym roku zwycięzcą po raz pierwszy w historii została Chelsea, na którą zupełnie nikt nie stawiał. Daleko mi do obstawiania podobnej niespodzianki w tym sezonie, ale wydaje się, że w tym roku stawka silnych drużyn jest szeroka jak nigdy. Barca ani Real poza zasięgiem nie są, Katalończycy w zeszłym roku nie wygrali żadnego z najistotniejszych pucharów, a Królewscy od startu sezonu mają zadyszkę, które może doprowadzić nawet do zmiany trenera. Tego, co stało się z Interem po odejściu Mourinho przypominać chyba nie trzeba.

Głównymi rywalami dwóch potęg z Hiszpanii będą z pewnością ekipy z Premier League. Manchester United wzmocniony Kagawą i van Persiem znów wydaje się być ekipą, w której słabe punkty można policzyć na palcach jednej ręki. Dziury kadrowe Alex Ferguson załatał, odpuszczania w fazie grupowej ma tym razem zabraknąć i wiele wskazuje na to, że po raz trzeci w ostatnich czterech pięciu sezonach możemy oglądać starcie ekipy z Old Trafford z podopiecznymi Tito Vilanovy. Na sukcesie w LM zależy też Manchesterowi City, który po wygraniu w spektakularnym stylu ligi angielskiej teraz szuka szczęścia na arenie europejskiej. Powoli zaczyna też funkcjonować projekt Arsene Wengera. Arsenal mimo odejścia wspomnianego van Persiego i Alexa Songa wciąz wydaje się być jedną z silniejszych ekip w Europie.

Kto z poza wysp? Z pewnością Juventus. Zarząd Starej Damy poszukiwał w lecie napastnika, który wydaje się być jedynym brakującym elementem w tej układance. Na celowniku mieli między innymi Fernando Llorente, ale ostatecznie spektakularnych transferów zabrakło. O ponowną wizytę w finale postara się też z pewnością Bayern Monachium, który wydaje się być tym razem znacznie silniejszy od Borussii Dortmund i jeśli tym razem zawodnicy z Allianz Arena znajdą się w finałach Pucharu Niemiec i Ligi Mistrzów, to nie powinni znów w tak nieporadny sposób przepuścić okazji na uszczęśliwienie swoich kibiców.

Jesień to jednak w Champions League okres dość specyficzny. Bardziej niż spektakularnymi łomotami, jakie kluby pokroju Barcelony będą sprawiać europejskim kopciuszkom będziemy ekscytować się bojami mniejszych zespołów, które będą chciały nawiązać do tego, czego dokonał przed rokiem APOEL Nikozja. Kandydatów wydaje się być co nie miara, od duńskiego Nordsjaellandu, aż po wracające do elity CFR Cluj.

Wobec braku polskiej ekipy w gronie 32 najlepszych zespołów Europy polskiego zespołu pozostaje nam skupić się na tym, co pokaże nasza trójka w Borussii Dortmund - Łukasz Piszczek, Kuba Błaszczykowski i Robert Lewandowski. Wszyscy trzej są ostatnio krytykowani za swoją postawę w reprezentacji, jednak ich gra w klubie wciąż budzi zachwyt u ekspertów z całej Europy. Swoją klasę najwięksi piłkarze muszą jednak udowadniać właśnie w Lidze Mistrzów. Jeśli Lewy faktycznie myśli o transferze do Manchesteru United, a Piszczek aspiruje do gry w Realu, to grupa śmierci, do jakiej zostali wylosowani, wydaje się być najlepszym miejscem by udowodnić swoją wartość.
Trwa ładowanie komentarzy...